Siadamy
na trawie pod drzewem w parku. Patrzę na niego. Nie nalega abym
zdjęła chustkę ale i tak to robię. Jeśli się uśmiechnę -
JEŚLI - on to zobaczy i może poprawię mu humor – MOŻE.
Gapi
się na moje usta. Delikatnie się uśmiecham, on daje mi sójkę w
lewe ramie.
-
Dziękuję. - Czocham mu włosy.
-
Nie masz za co. - Patrzy mi prosto w oczy.
-
Ja Ciebie też. - Kładzie mi dłoń na policzek.
Przełykam
ślinę patrząc w jego oczy. Teraz widzę, że są koloru
bezchmurnego nieba. Przypominają morze, w którym mogłabym zatonąć.
Tonę, tonę i dalej tonę tylko nie ma kogoś kto mógłby mnie
uratować.
Może
to właśnie on jest tym kimś? Może on mi pomoże przez to wszystko
przejść? Może będzie przy mnie zawsze? Może...
Pochyla
się nade mną i muska moje wargi. Szybko się ode mnie odsuwa.
Patrzę na niego uważnie i czekam aż coś powie.
-
Przepraszam. Nie powinienem. - Spuszcza wzrok.
- Nic się nie stało. - Całuję go w czoło i wstaję. - Muszę iść.
- Nic się nie stało. - Całuję go w czoło i wstaję. - Muszę iść.
-
Co? Gdzie? - W jego oczach pojawiają się łzy. - A kiedy mi
wszystko opowiesz?
-
Miało być dziś o 16. Spotkamy się na przystanku. - Cmokam go w
policzek i odchodzę.
-
Będę czekał! Pa! - Słyszę jego głos za mną.
-
Pa! - Zakładam chustkę na buzię i idę do domu.

Słoodkie : )
OdpowiedzUsuń