Następnego
dnia Maciek woła mnie do swojego stolika przy którym
siedzi wraz ze swoimi kolegami, tymi samymi, którzy przyszli wczoraj
do nas na ławkę.
Podchodzę
i siadam na wolnym krześle.
-
Gdzie ten ostatni z was? - Chyba znów mnie nie rozumieją przez
chustkę.
-
To moje miejsce Emi. - Słyszę za sobą jakiś głos.
-
Nie... Siadaj. Kuba jestem. - Uśmiecha się.
-
Postoję. - Stawiam tacę z jedzeniem na stole.
-
Jak zamierzasz jeść przez tą szmatkę? - Pyta mnie Maciek.
-
Zdejmę ją po prostu. - Wzruszam ramionami.
Chłopcy
patrzą po sobie a następnie ich oczy są skierowane na mnie.
Odwiązuję
szmatkę, składam ją równo i kładę na stół. Poprawiam sobie
włosy i zabieram się do jedzenia.
-
Masz śliczne usta. I prześliczny kolczyk w wardze. - Pali Kuba w
momencie kiedy oblizuje je sobie.
Pokazuję
mu kciuk do góry.
-
Naprawdę. - Zbliża się lekko do mnie.
Przełykam
kęs kanapki.
-
Odwal się. - Syczę przez zaciśnięte zęby. - Nie wkurwiaj mnie bo
ci wyjebie. - Warczę.
-
Dobra wyluzuj. Chciałem tylko poczuć zapach błyszczyku jakiego
używasz.
-
Truskawka. - Odpowiadam.
-
Mmm... Oblizuje się. - I like it.
-
Twój problem. - Śmieje się.
Kończę
jeść i zakładam sobie bandankę tak jak na początku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz