czwartek, 10 lipca 2014

Kuba...

  Następnego dnia Maciek woła mnie do swojego stolika przy którym siedzi wraz ze swoimi kolegami, tymi samymi, którzy przyszli wczoraj do nas na ławkę.
  Podchodzę i siadam na wolnym krześle.
- Gdzie ten ostatni z was? - Chyba znów mnie nie rozumieją przez chustkę.
- To moje miejsce Emi. - Słyszę za sobą jakiś głos.
- Sorry. - Wstaje i ustępuję mu miejsca.
- Nie... Siadaj. Kuba jestem. - Uśmiecha się.
- Postoję. - Stawiam tacę z jedzeniem na stole.
- Jak zamierzasz jeść przez tą szmatkę? - Pyta mnie Maciek.
- Zdejmę ją po prostu. - Wzruszam ramionami.
  Chłopcy patrzą po sobie a następnie ich oczy są skierowane na mnie.
  Odwiązuję szmatkę, składam ją równo i kładę na stół. Poprawiam sobie włosy i zabieram się do jedzenia.
- Masz śliczne usta. I prześliczny kolczyk w wardze. - Pali Kuba w momencie kiedy oblizuje je sobie.
  Pokazuję mu kciuk do góry.
- Naprawdę. - Zbliża się lekko do mnie.
  Przełykam kęs kanapki.
- Odwal się. - Syczę przez zaciśnięte zęby. - Nie wkurwiaj mnie bo ci wyjebie. - Warczę.
- Dobra wyluzuj. Chciałem tylko poczuć zapach błyszczyku jakiego używasz.
- Truskawka. - Odpowiadam.
- Mmm... Oblizuje się. - I like it.
- Twój problem. - Śmieje się.
  Kończę jeść i zakładam sobie bandankę tak jak na początku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz