sobota, 12 lipca 2014

Mhm ♥

 W szkole jest jak zawsze nudno. Nie mam z kim pogadać od kiedy Maciek nie chodzi do szkoły. Może coś mu się stało? Pójdę do niego.
  Słyszę dzwonek ale nic mnie to nie obchodzi.
  Wychodzę ze szkoły. Dobrze, że wiem gdzie on mieszka.

  Dochodzę do jego domu. Staję pod drzwiami. Pukam.
  Otwiera mi wysoka kobieta. Ubrana w różową bluzkę i dżinsy wygląda bardzo młodo. Ma oczy brązowego koloru i długie, czarne rzęsy.
- Dzień dobry - witam się miło. Dyskretnie sprawdzam czy mam bandankę. Mam!
- Hej – uśmiecha się promiennie.
- Jest Maciek? - Ryzykuję.
- Nie. - Uśmiech znika z jej twarzy.
  Próbuje zatrzasnąć przede mną drzwi lecz w ostatniej chwili wkładam nogę w róg.

- Wejdę – otwieram sobie drzwi i przechodzę obok niej. - Gdzie jest jego pokój? - Pytam jego ojca
- Nie ma go. - Syczy.
- To co? Muszę mu coś oddać. - idę po schodach. - Pierwszy w lewo rozumiem! - Krzyczę.
  Widząc ciemne drzwi podbiegam do nich. Opanowuję emocje i chwytam za klamkę. Uchylam je.
- Mamo wyjdź. - Słyszę zapłakany głos Maćka
  Wchodzę. Siadam za nim i przytulam mocno od tyłu. Kładę żyletki na jego biurku. Całuję w policzek, wstaję i podchodzę do drzwi.
- Emi stój... - Szepcze.
  Odwracam się i patrzę na niego. Rozkłada ręce. Podchodzę i przytulam go jeszcze raz najmocniej jak umiem. Kładzie dłonie na moich plecach i gładzi mnie po nich.
  Nic nie mówi, ja też nie mam zamiaru tego robić. Przemilczymy to i będzie dobrze, prawda? Wszystko się ułoży.
- Przepraszam za to jak się wtedy zachowałem, wtedy... no wiesz... - Zaczyna.
- Spoko. Na twoim miejscu też bym sobie wygarnęła. - Patrzę na niego. - Już nie będę się cięła. Oddałam ci wszystkie żyletki jakie miałam. - Uśmiecham się chodź on tego nie widzi. Wstaję.
- Musisz już iść? - Spogląda mi w oczy.
- Są lekcje. - Siadam z powrotem na łóżko. - Nie opuściłam nigdy zajęć.
- Rozumiem, idź – krzywo się uśmiecha.
- Zostanę. Chyba, że nie chcesz i nie mogę. - Robię smutne oczy.
- Możesz i chcę. - Uśmiecha się i odwiązuje mi bandankę. - Masz śliczne usta. Nawet jeśli się do tego nie przyznajesz. A ten kolczyk jest zajebisty. Naprawdę mi się podoba.
  Kładzie rękę na moim rozgrzanym policzku. Zbliża wargi do moich. Czuję jego płytki, szybki, ciepły oddech... Intensywny zapach jego perfum pochlania mnie i otacza. Wreszcie łączy nasze usta i dociska do siebie delikatnie. Całuje mnie długo, namiętnie, we właściwym tempie.
- Maciek ktoś przyszedł! - Do pokoju wchodzi jego brat.
  Odskakujemy od siebie jakbyśmy zostali porażeni prądem. Patrzę przerażona na jego brata.
- Przeszkadzam? - Zamyka drzwi i staje przed nami.
- My nic nie robiliśmy. - Uśmiecham się.
- Taa... Gorąco by się zrobiło jakbym tu nie przyszedł. - Szczerzy się.
- Wyjdź a zrobi się tu gorąco. - Odszczekuję ze śmiechem.
- Ze mną na pewno. Z nim - wątpię. - Kuca przede mną.
- Nie jestem panem zainteresowana. - Mówię do niego po czym uśmiecham się szeroko i patrzę w oczy Maćkowi.
- Skąd wiesz, że ja tobą tak? - Kładzie rękę na wewnętrznej części uda.
  Strącam jego rękę i wstaję.
- Maciek ja pójdę lepiej do domu. - Posmutniałam.
  Maciek przyciągnął mnie do siebie i pocałował w policzek a potem w ucho.
- Wpadnę zaraz do ciebie. - Szepnął.
- Dobrze. - Chichoczę. - Pa Maciek.
- Pa Emiś. - Uśmiecha się.
- Do zobaczenia. - Ten drugi też się uśmiecha. - Jestem Kajetan. Dla siebie Kajtuś. - Wstaje i szybko całuje mnie w policzek.
- Spierdalaj! - Warczę. - Pa Maciuś – cmokam go w usta i biegnę na dół. - Do widzenia. - Wychodzę z jego domu.
  Robię jeden krok i... mdleję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz