W
szkole jest jak zawsze nudno. Nie mam z kim pogadać od
kiedy Maciek nie chodzi do szkoły. Może coś mu się stało? Pójdę
do niego.
Słyszę
dzwonek ale nic mnie to nie obchodzi.
Wychodzę
ze szkoły. Dobrze, że wiem gdzie on mieszka.
Dochodzę do jego domu. Staję pod drzwiami. Pukam.
Otwiera
mi wysoka kobieta. Ubrana w różową bluzkę i dżinsy wygląda
bardzo młodo. Ma oczy brązowego koloru i długie, czarne rzęsy.
-
Dzień dobry - witam się miło. Dyskretnie sprawdzam czy mam
bandankę. Mam!
-
Hej – uśmiecha się promiennie.
-
Jest Maciek? - Ryzykuję.
-
Nie. - Uśmiech znika z jej twarzy.
Próbuje
zatrzasnąć przede mną drzwi lecz w ostatniej chwili wkładam nogę
w róg.
-
Nie ma go. - Syczy.
-
To co? Muszę mu coś oddać. - idę po schodach. - Pierwszy w lewo
rozumiem! - Krzyczę.
Widząc
ciemne drzwi podbiegam do nich. Opanowuję emocje i chwytam za
klamkę. Uchylam je.
-
Mamo wyjdź. - Słyszę zapłakany głos Maćka
Wchodzę.
Siadam za nim i przytulam mocno od tyłu. Kładę żyletki na jego
biurku. Całuję w policzek, wstaję i podchodzę do drzwi.
-
Emi stój... - Szepcze.
Odwracam
się i patrzę na niego. Rozkłada ręce. Podchodzę i przytulam go
jeszcze raz najmocniej jak umiem. Kładzie dłonie na moich plecach i
gładzi mnie po nich.
Nic nie mówi, ja też nie mam zamiaru tego robić. Przemilczymy to i będzie dobrze, prawda? Wszystko się ułoży.
Nic nie mówi, ja też nie mam zamiaru tego robić. Przemilczymy to i będzie dobrze, prawda? Wszystko się ułoży.
-
Przepraszam za to jak się wtedy zachowałem, wtedy... no wiesz... -
Zaczyna.
-
Spoko. Na twoim miejscu też bym sobie wygarnęła. - Patrzę na
niego. - Już nie będę się cięła. Oddałam ci wszystkie żyletki
jakie miałam. - Uśmiecham się chodź on tego nie widzi. Wstaję.
-
Musisz już iść? - Spogląda mi w oczy.
-
Są lekcje. - Siadam z powrotem na łóżko. - Nie opuściłam nigdy
zajęć.
-
Rozumiem, idź – krzywo się uśmiecha.
-
Zostanę. Chyba, że nie chcesz i nie mogę. - Robię smutne oczy.
-
Możesz i chcę. - Uśmiecha się i odwiązuje mi bandankę. - Masz
śliczne usta. Nawet jeśli się do tego nie przyznajesz. A ten
kolczyk jest zajebisty. Naprawdę mi się podoba.
Kładzie
rękę na moim rozgrzanym policzku. Zbliża wargi do moich. Czuję
jego płytki, szybki, ciepły oddech... Intensywny zapach jego perfum
pochlania mnie i otacza. Wreszcie łączy nasze usta i dociska do
siebie delikatnie. Całuje mnie długo, namiętnie, we właściwym
tempie.
-
Maciek ktoś przyszedł! - Do pokoju wchodzi jego brat.
-
Przeszkadzam? - Zamyka drzwi i staje przed nami.
-
My nic nie robiliśmy. - Uśmiecham się.
-
Taa... Gorąco by się zrobiło jakbym tu nie przyszedł. - Szczerzy
się.
-
Wyjdź a zrobi się tu gorąco. - Odszczekuję ze śmiechem.
-
Ze mną na pewno. Z nim - wątpię. - Kuca przede mną.
-
Nie jestem panem zainteresowana. - Mówię do niego po czym uśmiecham
się szeroko i patrzę w oczy Maćkowi.
-
Skąd wiesz, że ja tobą tak? - Kładzie rękę na wewnętrznej
części uda.
Strącam
jego rękę i wstaję.
-
Maciek ja pójdę lepiej do domu. - Posmutniałam.
Maciek
przyciągnął mnie do siebie i pocałował w policzek a potem w
ucho.
-
Wpadnę zaraz do ciebie. - Szepnął.
-
Dobrze. - Chichoczę. - Pa Maciek.
-
Pa Emiś. - Uśmiecha się.
-
Do zobaczenia. - Ten drugi też się uśmiecha. - Jestem Kajetan.
Dla siebie Kajtuś. - Wstaje i szybko całuje mnie w policzek.
-
Spierdalaj! - Warczę. - Pa Maciuś – cmokam go w usta i biegnę
na dół. - Do widzenia. - Wychodzę z jego domu.
Robię
jeden krok i... mdleję.

.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz