sobota, 12 lipca 2014

Szpital...

 Budzę się kilka dni później, sprawdzam datę w telefonie. Jest 23. Spałam lub leżałam tu przez tydzień.
  Patrzę na osobę przede mną.
- Wstałaś! Martwiłem się. - Od razu rozpoznałam głos Maćka.
  Siada okrakiem na moich udach i całuje moją twarz jak głupi.
  Przykładam mu palec do ust.
- Co? - Zaczyna go cmokać.
- Nie śliń go. - Śmieje się i lekko podnoszę.
- Nie, nie, nie. Musisz leżeć. - Całuje mnie w usta.
- Muszę się przebrać. - Uśmiecham się.
- Mam dla ciebie nowe ubrania. Sam wybierałem i mam nadzieję, że będą dobre. - Wyjmuje kilka kolorowych ubrań.
- Gdzie moja bandanka?
- Nie ma - chichocze.
- Nie założę tych ciuchów. - Patrzę na niego.
- Zrób to dla mnie, proszę. - Błaga.
- Oddaj bandankę to pomyślimy nad moim strojem.
- Ale masz takie śliczne usta i do tego ten kolczyk. Mmm... - oblizuje usta.
- No jeśli mam takie śliczne to czemu pokazywać je innym? - Chichocze.
- Przebierzesz się to pogadamy.
- To wyjdź.
- Zasłonię oczy. - Kładzie dłonie na nie i uśmiecha się.
- Tak, tak. - Nakrywam się kołdrą.
  Zdejmuję bluzkę i zakładam nową, odpinam i zsuwam spodnie. Wstaję i szybko zakładam spódniczkę. Biorę jego dłonie z [ jego ] oczu.
- Bosko. - Uśmiecha się.
- A teraz bandanka. - Siadam mu okrakiem na kolana. - Daj to dostaniesz buzi. - Śmieję się.
- Buzi to sam mogę sobie wziąć. - Całuje mnie.
  Kładę ręce na jego szyi i dociskam do siebie. Sięga do kieszeni w mojej spódniczce i coś wyjmuje. Odsuwa się trzymając mnie za biodra. Podaje mi chustkę.
- Trzymaj. - Robi dzióbek.
  Całuje go namiętnie. Kładzie mnie na łóżko i delikatnie pieści moje wargi językiem.
- Ja na pewno nie będę płacił na alimenty. - Usłyszałam jakby znajomy głos.
  Maciek szybko zszedł ze mnie i spojrzał przez ramię. Za nami stał jego brat.
- Czego tu szukasz? - Syknął.
- Przyszedłem do Emilki. - Siada na łóżku.
- Skąd znasz moje imię? - Pytam.
- Maciek powiedział je przy mnie – uśmiecha się szeroko.
- Po co do niej przyszedłeś? - Maciek popatrzył na Kajetana.
- Bo leży w szpitalu? - Śmieje się. - Mam dla Ciebie prezent.
  Podaje mi pudełko. Otwieram. Czekoladki i żyletka. Nic dziwne... Żyletka?! Patrzę na niego. Wyjmuję ją.
- Nie chcę tego. - Podaje mu drżącymi rękoma. - Zabierz to proszę - szepczę.
  Owijam się w kołdrę, wkładam w nią twarz. Lecą mi łzy.
- Wyjdź stąd! - Krzyczy Maciuś.
- Nigdy! - Całuje mnie we włosy.
- Spierdalaj! - Krzyczę zapłakanym głosem. - Idź sobie! Nie widzisz, że cię nie lubię? Nienawidzę cię Kajetan! - Płaczę, czuję ukłucie i zasypiam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz