Budzę
się kilka dni później, sprawdzam datę w telefonie.
Jest 23. Spałam lub leżałam tu przez tydzień.
Patrzę
na osobę przede mną.
-
Wstałaś! Martwiłem się. - Od razu rozpoznałam głos Maćka.
Siada
okrakiem na moich udach i całuje moją twarz jak głupi.
Przykładam
mu palec do ust.
-
Co? - Zaczyna go cmokać.
-
Nie śliń go. - Śmieje się i lekko podnoszę.
-
Nie, nie, nie. Musisz leżeć. - Całuje mnie w usta.
-
Muszę się przebrać. - Uśmiecham się.
-
Mam dla ciebie nowe ubrania. Sam wybierałem i mam nadzieję, że
będą dobre. - Wyjmuje kilka kolorowych ubrań.
-
Gdzie moja bandanka?
-
Nie ma - chichocze.
-
Nie założę tych ciuchów. - Patrzę na niego.
-
Zrób to dla mnie, proszę. - Błaga.
-
Oddaj bandankę to pomyślimy nad moim strojem.
-
Ale masz takie śliczne usta i do tego ten kolczyk. Mmm... - oblizuje
usta.
-
No jeśli mam takie śliczne to czemu pokazywać je innym? -
Chichocze.
-
Przebierzesz się to pogadamy.
-
To wyjdź.
-
Zasłonię oczy. - Kładzie dłonie na nie i uśmiecha się.
-
Tak, tak. - Nakrywam się kołdrą.
Zdejmuję
bluzkę i zakładam nową, odpinam i zsuwam spodnie. Wstaję i szybko
zakładam spódniczkę. Biorę jego dłonie z [ jego ] oczu.
-
Bosko. - Uśmiecha się.
-
A teraz bandanka. - Siadam mu okrakiem na kolana. - Daj to dostaniesz
buzi. - Śmieję się.
-
Buzi to sam mogę sobie wziąć. - Całuje mnie.
Kładę
ręce na jego szyi i dociskam do siebie. Sięga do kieszeni w mojej
spódniczce i coś wyjmuje. Odsuwa się trzymając mnie za biodra.
Podaje mi chustkę.
-
Trzymaj. - Robi dzióbek.
Całuje
go namiętnie. Kładzie mnie na łóżko i delikatnie pieści moje
wargi językiem.
-
Ja na pewno nie będę płacił na alimenty. - Usłyszałam jakby
znajomy głos.
-
Czego tu szukasz? - Syknął.
-
Przyszedłem do Emilki. - Siada na łóżku.
-
Skąd znasz moje imię? - Pytam.
-
Maciek powiedział je przy mnie – uśmiecha się szeroko.
-
Po co do niej przyszedłeś? - Maciek popatrzył na Kajetana.
-
Bo leży w szpitalu? - Śmieje się. - Mam dla Ciebie prezent.
Podaje
mi pudełko. Otwieram. Czekoladki i żyletka. Nic dziwne... Żyletka?!
Patrzę na niego. Wyjmuję ją.
-
Nie chcę tego. - Podaje mu drżącymi rękoma. - Zabierz to proszę
- szepczę.
Owijam
się w kołdrę, wkładam w nią twarz. Lecą mi łzy.
-
Wyjdź stąd! - Krzyczy Maciuś.
-
Nigdy! - Całuje mnie we włosy.
-
Spierdalaj! - Krzyczę zapłakanym głosem. - Idź sobie! Nie widzisz,
że cię nie lubię? Nienawidzę cię Kajetan! - Płaczę, czuję
ukłucie i zasypiam...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz